Zosia
Spotkałem raz w górach, cudowną dziewczynę
Smutne miała oczy, rozwianą czuprynę.
Na niebieskiej bluzce, korale kaliny
W swej ręce trzymała, w koszyczku maliny.
W kruczo - czarne włosy, wpięła kwiat szarotki
Kolorową klamrę, i listki paprotki.
Długo jej szukałem, prawie całe życie
Dzisiaj ją spotkałem, tu na górskim szczycie.
Błądziła samotna, między urwiskami
Szukała Janicka, między turniczkami.
Poszedłem w dół za nią, nie znając przyczyny
Nigdy nie widziałem, tak pięknej dziewczyny.
Zbliżyłem się do niej, spytałem o drogę
Oczy jej błyszczały, widziałem w nich trwogę.
Po chwili odrzekła - Ja idę w doliny
Szukam mego Jaśka, zginął mój jedyny.
Już siedem dni błądzę, tu między skałami
Pewnie go zabili, zbójcy ciupagami.
Nie szukaj Zosieńko, Janicka swojego
On leży pod ziemią, w pobliżu Skrzyczanego.










