Wydawnictwa Akademickie
zobacz wszystkie działy
Wydawnictwa Literackie
zobacz wszystkie działy
Twój koszyk
Twój koszyk jest pusty.
Zapraszamy na zakupy!

sprawdź koszyk

Subskrypcja
Podaj swój adres e-mail,
aby otrzymywać informacje
o nowościach w serwisie.

Katalogi

Katalog tytułów

Katalog autorów

generuj listę książek

Dodatek specjalny do Rzeczpospolitej

Fragmenty » Za murami poprawczaka

          Stoimy sobie całą grupą na jednym z peronów Dworca Wschodniego w warszawie. Czekamy na pociąg, który niebawem, jak co roku o tej porze, powiezie nas w zaśnieżone i odludne Bieszczady.

         Trochę się gapimy na stojące opodal sympatyczne dziewczyny, trochę śpiewamy, rozmawiamy i oczywiście trochę się denerwujemy – przed tak długą i trudną podróżą. Czy będą jakieś wolne miejsca, czy nie dosiądzie się do nas po drodze jakaś pijana rezerwa albo pospolite lumpostwo itp.? W naszej sytuacji to bardzo ważne, aby od tego typu pasażerów nasi chłopcy byli z daleka. Oni po prostu spokojnie nie znoszą takich właśnie cwaniaczków i takiej hałaśliwej konkurencji. Nasi chłopcy mogą wtedy dość szybko albo się z nimi skumać, albo ich oskubać, albo…posiniaczyć im gęby. Żadne z tych radykalnych rozwiązań nie jest ani naszym chłopcom ani tym bardziej nam wychowawcom potrzebne. W takim więc czasie nerwowego oczekiwania – nastrój grupy jest zwykle nieco sztywny i napięty.

         Wtem podchodzi do nas jakaś starsza pani, przygląda nam się bardzo uważnie, a po chwili zwraca się wprost do Józia i mówi tak: - Panu tak ładnie z oczu patrzy – może pan przypilnuje mi tej walizki, bo jest bardzo ciężka, a ja pomyliłam perony i muszę iść jeszcze w kolejkę po bilet.

          Wszyscy, ilu nas było, ryknęliśmy nagle gromkim śmiechem. Lepiej to już chyba trafić nie mogła. Józio był tak zaawansowanym i znanym u nas złodziejem, że nawet ja, choć go dobrze znałem, w jego bezpośredniej obecności trzymałem się mocno za kieszeń. Każdy o tym wiedział, że bez skrupułów okradnie on każdego, nawet policjanta, kolegę i własnego ojca, a tu taka propozycja od naiwnej starszej pani, i to skierowana wprost do niego. Po tym gromkim naszym śmiechu i wyraźnym zdziwieniu starszej pani, - Józio mocno „przyjarał cegłę”, czyli mówiąc normalnie – po prostu się bardzo zaczerwienił i powiedział krótko:- Niech pani idzie, spoko, spoko – przypilnuję tej walizki – na pewno!!!

          Powiedział to z takim niesamowitym przekonaniem, że uśmiech zawisł nam na twarzach, a kobieta wyrzekła tylko jedno zdanie: - Dziękuję Ci, moje dziecko – i szybko znikła w tłumie.(…) Kobieta wkrótce wróciła z wykupionym biletem. Józio z widoczną ulgą, ale i jakąś dziecięcą radością…odprowadził ją na inny – właściwy peron, a gdy wrócił głęboko odetchnął. Po chwili bardzo miękko, z prawdziwym wzruszeniem, powiedział nam tak:- Po raz pierwszy w życiu ktoś mi naprawdę zaufał. Wy byście tego nie zrobili? – spojrzał na mnie. - Pan też nie, prawda, panie dyrektorze?(…) Ja wiem, że nie zaufałaby mi nawet moja matka, a ta babcia mi uwierzyła, zostawiła całą walichę i nazwała mnie dzieckiem. Mnie – złodzieja- dzieckiem…! Byłbym świnią bez honoru, gdybym ją kiedykolwiek oszukał albo okradł. Walizka kusiła mnie jak diabli, ale chyba dobrze zrobiłem, że zgodziłem się jej przypilnować, prawda, panie dyrektorze? – A cieszysz się z tego, że nie dałeś plamy i pokonałeś samego siebie? – Jeszcze jak. Nawet bardziej niż wtedy, kiedy rąbnąłem mercedesa? Cieszę się jak cholera!!! O – przepraszam, cieszę się jak diabli! (…)

       Dziś wiem, że ta naiwna, jak nam się wydawało, starsza pani w ciągu zaledwie kilkunastu minut zrobiła taki kawał wychowawczej roboty i dała nam wszystkim, być może nieświadomie, taką lekcję intuicyjnej diagnozy i psychoterapii, że będę z wdzięcznością i zadumą pamiętał ją bardzo długo.





« powrót
Oficyna Wydawnicza ŁOŚGRAF
Elektoralna 11
00-137 Warszawa
tel. (22) 624-88-15
tel/fax (22) 890-98-66
[ więcej » ]