Po raz pierwszy wyjeżdżam na święta Bożego Narodzenia do Podębia. Przed wyjazdem wpadam do sióstr wuja z Podębia. Mają do mnie jakąś ważną sprawę. Okazuje się, że mam zawieżć ich ukochaną suczkę , "Puffę:, która zdechła , chyba z przejedzenia. Mam ją pochować w parku podębskim. "Puffa" leży elegancko w wyściełanej walizeczce, obłożona kwiatkami. Szlag mnie trafia, ale zadanie wykonać muszę. Zamykam walizeczkę i dźwigając nielekki bagaż, maszeruję na dworzec. lokuję walizkę na półce przy oknie i zajmuję miejsce. Przedział szybko się zapełnia i wszystkie miejsca są zajęte. Towarzystwo jest typowe, przeważnie szmuglerzy. Ktoś wyciąga bimber, jakaś babina zakąskę. Zauważam stojącą na korytarzu ładną dziewczynę, zapraszam ją do przedziału i odstępuję swoje miejsce. Jej dość ciężką walizeczkę lokuję na mojej. Pociąg rusza. Ludziska jakoś się ścieśniają i mogę wcisnąć się obok dziewczyny. Mijamy Dworzec Zachodni i pociąg raptownie na chwilę hamuje. Wszyscy wiedzą ,co to znaczy i kto zdążył i wolał uniknąć tego , co oczekiwało, wyskakiwał z pociągu. Jeszcze pociąg nie zdążył zatrzymać się na stacji we Włochach, a już było słychać wrzaski Niemców. Cały peron był obstawiony żandarmami i banschutzami, nazywanymi z powodu swych mundurów- czarnymi. Miotali się wszyscy po peronie, wrzeszcząc, popychając i rewidując ludzi. Tylko jeden ogromny dryblas z równie ogromnym dogiem stał spokojnie. I ten właśnie bydlak wszedł do naszego wagonu. Nie minęło wiele czasu, gdy drzwi otworzyły się gwałtownie i ukazała się okropna paszcza doga, trzymanego na smyczy przez czarnego. Nie obwąchując nawet innych bagaży, pies ruszyl na nasze walizki, na półce pod oknem, szczekając wściekle. Szkop wyjął pistolet, skierował w moją łepetynę i ryknął:"Prędko, zdejmuj". Zdjąłem walizeczkę dziewczyny, postawiłem na stoliku pod oknem i otworzyłem. Ale pies ze wściekłym ujadaniem runął na moją walizeczkę. Szkop ryknął powtórnie: "nie tę, a tamtą, bandit", przy czym nie spuszczał mnie z lufy swojej spluwy. Zdjąłem więc swoją, postawiłem na walizeczce dziewczyny i otworzyłem. Ukazała się pięknie przybrana "Puffa". Dog usiadł i zaczął żałośnie wyć, dziewczyna obok mnie trzęsła się cała i szlochała, a ludziska mieli miny otępiałe i wyczekujące. Spojrzałem na Szwaba i zgłupiałem, gębę maił zupełnie ludzką i łzy w oczach. Nachylił się nad dziewczyną, serdecznie poklepał, pocieszając, że niestety, psy żyją krócej niż ludzie. Szybko wyszedł z przedziału i wagonu, nikogo już nie rewidując. Z głupią miną zamknąłem moją walizkę, wrzuciłem z powrotem na pókę i zamykając walizeczkę dziewczyny, zauważyłem przez moment, w prześwicie odchylonej ligniny, równiutko ułożone granaty. Pociąg ruszył, ludzie wybuchnęli śmiechem, patrząc na mnie rozbawieni.....Nie spojrzałem już na dziewczynę ani razu, ani ona na mnie.










