(...) Zaczęło widnieć i coraz lepiej było widać, zwłaszcza na tle białego gdzieniegdzie śniegu, ale też coraz baczniej trzeba było się ukrywać, aby intruza nie zobaczyli Niemcy. Rozciągniętą na kilkaset metrów kolumnę poprowadzili w kierunku majątku, a tam zaczęli biedaków wpychać do ogromnej dworskiej stodoły. Po kilkunastu minutach dym przysłonił budynki dworskie, w tym stodołę; płomienie sięgały wysoko ponad widoczny jeszcze dach. Rozległy się jednocześnie strzały z broni automatycznej i ze zwykłych karabinów. Można było dostrzec jak pojedyncze sylwetki ludzkie wydostawały się zza ściany dymu i usiłowały uciekać z autentycznego piekła. Niestety nie uciekli, padali od kul żołnierzy niemieckich, ukraińskich, litewskich i łotewskich. Zostali tam na zawsze. (...)










