Wśród wielu rannych przyniesiono także żołnierza Kompanii O3 Mikołaja Wiekluka (pseudonim Nike). Był w ciężkim szoku ze złamaną kością ramieniową lewą i co gorsza bo napawało to grozą — z częściowo oskalpowaną skórą czaszki — zawiniętą do tyłu i odsłaniającą gołą czaszkę. Naturalnie całość broczyła krwią, a krew na czaszce była zmieszana z piaskiem i pyłem z rozwalonych cegieł. Naturalnie takiego przypadku chirurgicznego jeszcze nie miałem, a zwłaszcza w warunkach ambulatoryjnych w piwnicy. Czaszkę zmyłem szczotką do rąk i wodą utlenioną. Założyłem szwy chirurgiczne sytuacyjne pozostawiając miejsca na drenaż. Dopiero po latach po wojnie spotkałem Nike, któremu o dziwo wszystkie rany dobrze się wygoiły. Złamaną kość ramieniową zaopatrzyłem w sposób typowy.










