ODNALEZIONA ZASADA ŚWIATA
Niezależnie od poznawczych i artystycznych walorów wierszy Tomasza Różyckiego ich lektura jest krzepiąca ze względu na światowy i zaświatowy – odważę się stwierdzić – rozmach tej poezji. Różycki jest człowiekiem wykształconym i oczytanym, zna języki,z francuskiego tłumaczy, i również jego erudycja, obok niewątpliwego talentu i szczególnego uduchowienia , budzi podziw i szacunek. Pięć wydanych do tej pory książek Różyckiego, mimo młodego wieku autora (ur. 1970 ) sytuuje jego twórczość wśród najwybitniejszych zjawisk naszej współczesnej literatury. Debiutował zbiorem wierszy Vaterland (1997), potem ukazały się kolejno: Anima (1999), Chata umaita (2001), Świat i Antyświat (2003).
12 stacji to swoiste rozwinięcie i uwieńczenie wątków z poszczególnych tomików w liryczno-epickiej wizji rzeczywistości, tak dalekiej od stereotypów i banału, że wydają się realizacją jakiegoś wyższego planu,”zadanego” poecie przez siły nadprzyrodzone, przedsięwzięcia.
Mimo oczarowania i zaczarowania wręcz poezją Różyckiego (czytałam wszystkie jego książki prawie równocześnie)spróbuję rozszyfrować i określić jej artystyczne, poznawcze i aksjologiczne priorytety. Już debiutancki Vaterland zapowiada owo pomieszanie realności i nierealności, zwyczajności i magii, konkretu i abstraktu w widzeniu świata tak charakterystycznym dla całej twórczości Różyckiego. A także owo przenikanie się tego, co żywe, z martwym, ciągła huśtawka miejsc, krajobrazów, pór roku, pór tygodni, dni i nocy, spleciona z nastrojami duszy. No i przede wszystkim pojawia się tu rodzinne miasto poety – Opole – i całe Ziemie Odzyskane, które opiewa on na różne sposoby i w rożnych wymiarach rzeczywistości w kolejnych tomach wierszy i – przede wszystkim – w 12 stacjach.
Już pierwszy wiersz Vaterlandu wprowadza ten istotny motyw miasta w całym jego bogactwie i mizerii:
Ach, mówię wam, tyle znaków, tyle cudów,
w każdej chwili: mgła rano, mgła wieczorem
i całe miasto w jednej kałuży. Zardzewiała
furtka zostawia wzór na dłoni, o świcie gawrony
czeszą siwą trawę.
( Koniec wieków)
Nasycenie tej poezji realiami, i to często tymi na poziomie śmietnika, robactwa i błota, upodabnia Różyckiego do Villona, jego przyrodniego brata w docieraniu do brudów i nieszczęść tego świata. A także w widzeniu zarówno cudowności, jak i bezsensu istnienia. Autor Animy często mówi tak, jakby świadomie konstruował replikę dla autora Ballady o wisielcach: „Nieprawda, że nie myślałem o śmierci, ale ona okazała się / snem, zupełnie innym życiem” ( Później w innym życiu, Vaterland)
Takie zresztą zamienianie utartych prawd w ich przeciwieństwo jest stałą strategią semantyczna poety. Wyobrażenie ojczyzny też składa się z niejednoznacznych obrazów, bo pisząc o Opolu, Różycki nawiązuje do innych miast i okolic, m.in. do Lwowa, do Kresów Wschodnich, skąd – jak się okaże w 12 stacjach – pochodzą jego przodkowie. Mit rodzinnego miasta powraca zresztą w kolejnych tomach razem z typową dla autora atmosfera nostalgii, stanu zawieszenia i oczekiwania na zmianę, z nieustającą tajemnicą odnowy. Powraca też pragnienie wielkiej integracji wszystkiego, co istnieje, życia w symbiozie ze śmiercią, jawy ze snem, utopii z realnością. Jedność życia i śmierci, ciała i duszy, tego, co boskie, z tym , co diabelskie, w wierszach z Animy staje się podstawą ontologicznej prawdy o całości, która składa się ze zmienności, cząstek, elementów. Pomieszanie tradycji, kultów, etnicznych rytuałów, języków, czasów i przestrzeni, duchowości z fizycznością łączy się tu z pragnieniem przekroczenia niemożliwego w uzyskaniu wszystkiego naraz – doczesności i wieczności, śmierci i nieśmiertelności.










