Okiem Falandysza
Nakładem Oficyny Wydawniczej Łośgraf ukazała się książka Lech Falandysz – myśli. Większość zamieszczonych w zbiorze myśli Profesora wypowiedziana została publicznie. Słowo wstępne napisał Wiktor Osiatyński, natomiast Pro memoria jest pióra Roberta Smoktunowicza. Książka wzbogacona została zbiorem fotografii i grafiki.
Lecha Falandysza nie da się opisać w kilku zdaniach – z jednej strony, znany wszystkim profesor prawa, pionier wiktymologii, adwokat, twórca zmian w polskim prawie. Z drugiej, jak określają go znajomi – felietonista, rektor, tenisista czy palacz. Falandyzacja prawa – to określenie, które na stałe weszło do języka polskiego. Znana jest Jego odwaga w publicznym wypowiadaniu, choćby niepopularnych, sądów i dystans – do siebie i świata.
Czy Falandysz – brzmi pięknie? W Panelu radiowej „Trójki” 27 listopada 2002 r. odpowiedział: „Bóg zapłać za dobre słowo o nazwisku. Ciekawe, czy ładniej niż np. Małysz?”. O sobie mówił: „jestem przeraźliwie normalnym facetem, który kieruje się zasadą, że niczego za bardzo chcieć się nie powinno”.
Profesor umiał pochylić się nad „zwykłym” człowiekiem, był szczególnie wyczulony, kiedy ten przegrywał z państwem – machiną. Mówił, że „człowiek jest jednak czymś więcej niż tylko nosicielem zawodowej etykietki”. O rozwoju w Polsce wiktymologii mówił z przymrużeniem oka: „Znalazłem gdzieś słówko wiktymologia. Myślę sobie, a co to takiego? No i zacząłem kopać, i tak się zrobiłem klasykiem wiktymologii – nauki o ofierze”.
Lech Falandysz był świetnym obserwatorem otaczającego nas świata – w „Myślach” cytuje się m.in. wypowiedzi takie jak „Polacy wytrzymają wszystko, jeżeli zostaną owładnięci nadzieją”, czy „tak uzależniliśmy się od komputerów, że możemy skasować się do zera”.
Bardzo brakuje nam Profesora, na szczęście pozostały „Myśli”.
Gazeta Prawna
Kraj
Testament profesora Falandysza
Ile jeszcze lat będę w miarę sprawny? Czy w ogóle będzie mi dane w pewnym momencie odpocząć i powiedzieć, że w zasadzie swoje zrobiłem i mogę zwolnić obroty? Czy też zostanę wycofany ze świata nagle, w biegu? - zastanawiał się prof. Lech Falandysz w pierwszym na nowy wiek numerze tygodnika "Wprost". Już wiemy, że odpocząć nie zdążył, tak jak nie zobaczył książki przygotowywanej na jego 60. urodziny, wydanej teraz przez oficynę Łośgraf. Zbiór refleksji, wspomnień i aforyzmów popularnego prawnika i polityka wyróżnia się poczuciem humoru oraz odwagą mówienia głośno o rzeczach najtrudniejszych.
- Połowę dorosłego życia przepiłem... Nałóg uczy pokory i dystansu wobec siebie. Po przygodzie z wódką nikt nie powinien się ważyć wydawać ostatecznych sądów, udzielać nauk ani uszczęśliwiać ludzkości jedynymi słusznymi teoriami - napisał. Do końca jednak pozostał optymistą. Wierzył, że powrócimy do wielowiekowej tradycji tolerancji, wolności i równości. "Tradycji, do której - jak się wydaje - należałoby tylko dodać nieco więcej braterstwa".
Wprost
Nakładem Oficyny Wydawniczej Łośgraf ukazała się książka Lech Falandysz – myśli. Większość zamieszczonych w zbiorze myśli Profesora wypowiedziana została publicznie. Słowo wstępne napisał Wiktor Osiatyński, natomiast Pro memoria jest pióra Roberta Smoktunowicza. Książka wzbogacona została zbiorem fotografii i grafiki.
Lecha Falandysza nie da się opisać w kilku zdaniach – z jednej strony, znany wszystkim profesor prawa, pionier wiktymologii, adwokat, twórca zmian w polskim prawie. Z drugiej, jak określają go znajomi – felietonista, rektor, tenisista czy palacz. Falandyzacja prawa – to określenie, które na stałe weszło do języka polskiego. Znana jest Jego odwaga w publicznym wypowiadaniu, choćby niepopularnych, sądów i dystans – do siebie i świata.
Czy Falandysz – brzmi pięknie? W Panelu radiowej „Trójki” 27 listopada 2002 r. odpowiedział: „Bóg zapłać za dobre słowo o nazwisku. Ciekawe, czy ładniej niż np. Małysz?”. O sobie mówił: „jestem przeraźliwie normalnym facetem, który kieruje się zasadą, że niczego za bardzo chcieć się nie powinno”.
Profesor umiał pochylić się nad „zwykłym” człowiekiem, był szczególnie wyczulony, kiedy ten przegrywał z państwem – machiną. Mówił, że „człowiek jest jednak czymś więcej niż tylko nosicielem zawodowej etykietki”. O rozwoju w Polsce wiktymologii mówił z przymrużeniem oka: „Znalazłem gdzieś słówko wiktymologia. Myślę sobie, a co to takiego? No i zacząłem kopać, i tak się zrobiłem klasykiem wiktymologii – nauki o ofierze”.
Lech Falandysz był świetnym obserwatorem otaczającego nas świata – w „Myślach” cytuje się m.in. wypowiedzi takie jak „Polacy wytrzymają wszystko, jeżeli zostaną owładnięci nadzieją”, czy „tak uzależniliśmy się od komputerów, że możemy skasować się do zera”.
Bardzo brakuje nam Profesora, na szczęście pozostały „Myśli”.
Gazeta Prawna
Kraj
Testament profesora Falandysza
Ile jeszcze lat będę w miarę sprawny? Czy w ogóle będzie mi dane w pewnym momencie odpocząć i powiedzieć, że w zasadzie swoje zrobiłem i mogę zwolnić obroty? Czy też zostanę wycofany ze świata nagle, w biegu? - zastanawiał się prof. Lech Falandysz w pierwszym na nowy wiek numerze tygodnika "Wprost". Już wiemy, że odpocząć nie zdążył, tak jak nie zobaczył książki przygotowywanej na jego 60. urodziny, wydanej teraz przez oficynę Łośgraf. Zbiór refleksji, wspomnień i aforyzmów popularnego prawnika i polityka wyróżnia się poczuciem humoru oraz odwagą mówienia głośno o rzeczach najtrudniejszych.
- Połowę dorosłego życia przepiłem... Nałóg uczy pokory i dystansu wobec siebie. Po przygodzie z wódką nikt nie powinien się ważyć wydawać ostatecznych sądów, udzielać nauk ani uszczęśliwiać ludzkości jedynymi słusznymi teoriami - napisał. Do końca jednak pozostał optymistą. Wierzył, że powrócimy do wielowiekowej tradycji tolerancji, wolności i równości. "Tradycji, do której - jak się wydaje - należałoby tylko dodać nieco więcej braterstwa".
Wprost










