„Pani Ludwika Chodkiewiczowa, starościna żmudzka, siedziała w parterowym gabinecie lewego skrzydła pałacu w Młynowie, gdy raptem drzwi otwarły się z trzaskiem.
Pani starościna, zdumiona, wstała i jak gdyby pchnięta niewidzialną ręką wyszła z gabinetu. Sunęła długą amfiladą pokojów, a wszystkie drzwi po drodze otwierały się przed nią same.
Doszła tak do ostatniej komnatki. Stał tu wielki gdański zegar, a szyba osłaniająca tarczę zmąciła się pod wzrokiem wchodzącej, by po chwili ukazać, odbitą jak w lustrze, straszliwą scenę egzekucji.
Ofiarą była córka pani starościny, śliczna księżna Lubomirska, w tej samej bowiem chwili tam, w Paryżu, na placu Rewolucji, budzące grozę w całej Europie ostrze gilotyny spadało na szyję młodej Polki.
Pani starościna krzyknęła, wyciągnęła przed siebie ręce i padła zemdlona.”










