|
Kategoria: Wydawnictwa Literackie Dział: PoezjaSeria: Czarna Seria Poezji Polskiej | |
BrzegPrezentowany tomik poezji to przypomnienie wierszy „…najwybitniejszej polskiej poetki pokolenia "bruLionu" i jego następców…”
Wydanie to, to autorski wybór wierszy opublikowanych w tomikach : Sacra conversazione /Suwałki: Suwalskie Towarzystwo Kultury, 1992/ ; Materia prima /Poznań: Obserwator, 1999/ ; Monodia /Kraków: Znak, 2006/
Z tomu:
Sacra conversazione: Elegia zimowa; gałązko słońca chybotliwa; Jabłko; jeszcze godzinę temu poranna mgła; jezioro w łasce grafitowego blasku, przed zmierzchem; niebo odwija się ze zwojów przydymionych bieli; tak blisko jesteś, gałązko tarniny, gładka; Podróż; Pokusa; Sacra conversazione; W ogrodzie, boso; zachód słońca w sierpniu: kropla.
Materia prima:
Brzeg; cisza przedświtu rozcięta do kości, czekanie; jak ty umrzesz, taki do siebie przywiązany, ze słońcem; Jastrząb; linia śniegu i nocy – słońce jak wymarzający kamień; morze ogromne – do wydm, z wargami; Nadmorskie pustkowie; Nad ranem; Niebo Anaksagorasa; powrozy szronu w rowie: nie przedarło się nic; Przedwiośnie; Przy śniadaniu; Psy; Telefon; Ustoiny; Wynajęty pokój;zaśnieżona wysoko poręcz przy schodach – to na niej; Zmierzch.
Monodia: Gdy już sunący zboczem gruzowo-błotny strumień; Jak oksydowany oddech, para z ust; Jeziora; Nad klifem noc. Uszczelnione smołą dno jej łodzi; Na powrót morze w mojej krwi; Ona; Pamięć, która podobno jest narodzinami, zawsze (jej skalne iglice; Powroty, odejścia; Prognoza; Ręko, która mnie rysujesz teraz, gdy patrzę na szyję; Słońce pojawia się tylko wczesnym rankiem i późnym popołudniem; Słońce zapala ciemną wodę, zaległe w nurcie głazy; Spłoń, nie przychodź już w snach; dawnego świata nie będzie; Stamtąd kochać grubą łuskę światła na wodzie; Śmierć urządziła w tobie legowisko; Ta odwrócona do nas, przez nas nieoświetlona, strona życia; Te zakurzone łyżwy znalezione wśród rupieci na półce w garażu; Visby; Wody podziemne; Zęby i kości miasta więzną we mgle, jak w skałach osadowych; Z serca, z jego ośnieżonej ściany, schodzą teraz lawiny pyłowe; Zostaw nam noc, jej klifową kipiel.
| |












